Blog > Komentarze do wpisu
Kot mi spierdolił.

Podobno trzymam w ręce kijek. Kijek, którym wyznaczam jak blisko można do mnie podejść. Kijek, którym odpycham. Kijek, którym sama się okładam jak mi w życiu za dobrze. I nie jem wtedy, albo nie śpię, albo studia olewam albo robię sobie krzywdę jakąś inną, dzięki której wszystko jest nowu w homeostazie, rachunek się wyrównuje. Jeden taki kijek zostawiłam w gabinecie kilka tygodni temu, nadal tam jest zmaterializowany w starym ołówku, który leży w kącie, symbolicznie. Zostawiłam, bo chciałam. Bo mi zależało, żeby chociaż raz spróbować czegoś nie spierdolić, podejść bliżej. Podejść do kota.

I zaczynam tego żałować. Strugać sobie nowe kijki. Bo nie wystarczy, że ja odłożę swój. Co z tego, że chwilowo nie tłukę się swoim, skoro w każdej chwili mogę dostać po głowie cudzym. Ja naprawdę nie umiem w uczucia, nie wiem co się robi ze słowami, żeby je wyrażać jakoś po ludzku. W domu nikt nikomu nie mówił, że kocha. Mnie powiedziano to może raz i wpadłam w panikę. I teraz siedzę bezbronna i próbuję jakoś w metaforach chociaż zamknąć wszystko, co się tam kotłuje i nawet to mi nie wychodzi. 

Trzeba było trzymać kijek. Może krótszy, może opuszczać go okazjonalnie, ale trzymać. Teraz strugam nowe. Kot mi spierdolił.

środa, 29 marca 2017, iri-ma

Polecane wpisy

  • Zniknij.

    Czasami jest tak, że ktoś Ci plecie co mu akurat przyjdzie do głowy w danym momencie, co przez te pięć minut, kiedy to wypowiada, wydaje mu się prawdziwe. A Ty

  • Chujowo, ale stabilnie.

    Ten uczuć, kiedy opuszczasz gardę, bo ktoś Ci powiedział, że nie zostawia swoich zwierzątek w lesie, a Ty się budzisz któregoś dnia w samym środku jebanej Puszc

  • Produkty uboczne.

    Dawno nie pisałam. Nie dlatego, że nic we mnie nie siedzi, raczej dlatego, że nie umiem tego sensownie przełożyć na litery. Dlatego, że zdążyłam się przyzwyczai

Komentarze
Gość: el, *.adsl.inetia.pl
2017/04/17 00:28:56
czasami długo się szuka, zanim się znajdzie. często analizuje się za dużo.
często strach jest silniejszy. dlatego czasami trzeba się wziąć samemu za mordę. a potem skoczyć.
te momenty zdarzają się tak rzadko, że najłatwiej je przeoczyć.

przez lata tak bardzo bałam się potencjalnego bólu, że minęłam wielu wartościowych ludzi. nie umiałam odpuścić lęku. bałam się, że sobie nie poradzę, jeśli upadnę. w końcu dopadła mnie myśl, ile jeszcze będę uciekać? nigdy nie dowiem się, jak to jest być ...słabą. nie dowiem się, czego szukam, ani czego potrzebuję. nie dowiem się jaka jestem, gdy nie jestem taka, jaką chciałabym się widzieć.
skoczyłam.
żyję.
i wiem, że miłość nie jest na zawsze, ale w coś trzeba wierzyć. a potem, jeśli się tak zdarzy, trzeba pozwolić temu odejść. tylko tak uczymy się miłości.
powodzenia.