Kategorie: Wszystkie | Polisz
RSS
wtorek, 09 maja 2017
Chujowo, ale stabilnie.

Ten uczuć, kiedy opuszczasz gardę, bo ktoś Ci powiedział, że nie zostawia swoich zwierzątek w lesie, a Ty się budzisz któregoś dnia w samym środku jebanej Puszczy Białowieskiej.

piątek, 07 kwietnia 2017
Coś na pewno.

 

 

Słucham tego w kółko. I w kółko. I w kółko. Nie wiem co źle robię. Ale coś na pewno. 

środa, 29 marca 2017
Kot mi spierdolił.

Podobno trzymam w ręce kijek. Kijek, którym wyznaczam jak blisko można do mnie podejść. Kijek, którym odpycham. Kijek, którym sama się okładam jak mi w życiu za dobrze. I nie jem wtedy, albo nie śpię, albo studia olewam albo robię sobie krzywdę jakąś inną, dzięki której wszystko jest nowu w homeostazie, rachunek się wyrównuje. Jeden taki kijek zostawiłam w gabinecie kilka tygodni temu, nadal tam jest zmaterializowany w starym ołówku, który leży w kącie, symbolicznie. Zostawiłam, bo chciałam. Bo mi zależało, żeby chociaż raz spróbować czegoś nie spierdolić, podejść bliżej. Podejść do kota.

I zaczynam tego żałować. Strugać sobie nowe kijki. Bo nie wystarczy, że ja odłożę swój. Co z tego, że chwilowo nie tłukę się swoim, skoro w każdej chwili mogę dostać po głowie cudzym. Ja naprawdę nie umiem w uczucia, nie wiem co się robi ze słowami, żeby je wyrażać jakoś po ludzku. W domu nikt nikomu nie mówił, że kocha. Mnie powiedziano to może raz i wpadłam w panikę. I teraz siedzę bezbronna i próbuję jakoś w metaforach chociaż zamknąć wszystko, co się tam kotłuje i nawet to mi nie wychodzi. 

Trzeba było trzymać kijek. Może krótszy, może opuszczać go okazjonalnie, ale trzymać. Teraz strugam nowe. Kot mi spierdolił.

czwartek, 21 lipca 2016
Daję znać.

Nie wiem dlaczego akurat teraz, ale cytat z tego bloga krąży po fejsbuniu. W związku z tym w ciągu ostatnich dni zarejestrowałam tutaj sporą aktywność. Wśród wejść z wielu innych stron, jest też sporo poprzez aplikację Truth Spy, którą instaluje się w telefonach dzieci albo pracowników, chcąc kontrolować co robią w internetach. Także tego. Sprawdzajcie swoje urządzenia, w ramach ostrzeżenia. 

piątek, 01 lipca 2016
Wracam.

Otwierają mi się w głowie klapki. Porządkuję sobie w środku, niespiesznie, mozolnie, po kawałku. Czasem boli. Szczególnie jak coś przyschnięte jest do podłoża, odrywanie jest nieprzyjemne. Niektóre pudła z emocjami są ciężkie. Wyniosę jedno i nie mam siły na nic więcej tego dnia. Ale zawsze to jedno pudło mniej. Grunt pod nogami się przez to trochę kruszy, trochę się chwieję, bo mi się balast wewnętrzny nierównomiernie rozkłada. Ale poprzesuwam i będzie dobrze. A pod wierzchnią warstwą, pod skorupą, jest nowy grunt, twardszy, ciepły. Taki, który daje oparcie, po którym chodzi się pewniej.
Dużo się wkurwiam. Podobno depresja objawia się u mnie wkurwem dośrodkowym. Ale gdzieś to wreszcie znajduje ujście, niewielkie, leci ciurkiem ta furia, ale kropla drąży skałę czy coś... Obcięłam włosy, pomalowałam paznokcie, kupiłam koszule w fikuśne wzorki i trawiasto zieloną sukienkę. Jestem zmęczona chowaniem się. 
Najlepsze rzeczy dzieją się przypadkiem, więc przestaję się karmić iluzją, śnić o tym, że sobie super życie zaplanuję, takie po bożemu, żeby wszyscy byli dumni. Chuj ze wszystkimi. Trzeba robić swoje. 

 

czwartek, 05 maja 2016
Produkty uboczne.

Dawno nie pisałam. Nie dlatego, że nic we mnie nie siedzi, raczej dlatego, że nie umiem tego sensownie przełożyć na litery. Dlatego, że zdążyłam się przyzwyczaić do ciszy, nawet jeśli bywa ciężka i dusząca. Od czasu do czasu mogę sobie ulżyć wśród ludzi, ale coraz rzadziej mówię tam o rzeczach, które mnie dotyczą bezpośrednio. Wychodząc z domu wychodzę z siebie.

Poszłam na terapię. I teraz podstawowym moim zmartwieniem przed każdą sesją jest to, o czym będziemy rozmawiać. Nie dlatego, że się boję jakiegoś tematu, tylko tego, że nie mam nic do powiedzenia. Że nie wiem jak sobą samą zapełnić czyjąś godzinę. Co jest dziwne, bo niby dlaczego mam się tym martwić? Jakich atrakcji muszę moim zdaniem tej kobiecie dostarczyć, żeby to nie był czas zmarnowany? Jej czas? A potem słyszę, że możemy zacząć od tego, żebym wygodnie sobie usiadła, bo ten fotel ma oparcie przecież. I mi się ulewa. I jest lżej. 

środa, 17 lutego 2016
Nie rozumiem dlaczego jeszcze nie śpię.

Ostatnia dwójka z przodu. Szczerze mówiąc nie czuję różnicy. Gdybym mogła naprawdę wybrać, jak spędzić ten dzień, bez wyrzutów sumienia zagłuszanych serialami, to pewnie bym go przespała. Pożytek ten sam, a przynajmniej nie udawałabym, że coś robię. Albo pojechałabym w Bieszczady, ale tak, żeby ktoś czekał. 

piątek, 15 stycznia 2016
środa, 09 grudnia 2015
Bardzo.

Wszystkie moje dni są dokładnie takie same. Jeżeli nie są, to znaczy, że siedzę w autobusie/pociągu jadącym na drugi koniec Polski, gdzie spędzę nie więcej niż 12 godzin, zawyczaj z obcymi ludźmi, a cała wycieczka następnego dnia zaowocuje stanem zbliżonym do kaca (nawet, jeśli alkoholu nie było, a zazwyczaj nie ma). W takie dni, które niczym się od siebie nie różnią, nic nie przychodzi mi łatwiej niż niewychodzenie z domu. I nic nie jest trudniejsze niż organizowanie sobie pożywienia. Może poza odbieraniem telefonów i odpisywaniem na maile. Mogłabym w ogóle nie jeść gdyby nie to, że jednak prędzej czy później ssie, że na głodniaka nie da się spać, a spanie to w tej chwili ulubione moje zajęcie. Rok minął.

Tęsknię za moim psem. Bardzo.

poniedziałek, 21 września 2015
Zrobię sobie playlistę do użalania.

Do sporej już listy piosenek, których nie mogę słuchać, jeśli chcę miło i przyjemnie spędzić wieczór, bez wprowadzania się w jakiś stan płaczliwej tęsknoty za nie wiadomo czym, dołącza i ta. Może sobie rączki podać z "Gong" Sigur Rós, czy "Asleep" w wykonaniu The Smiths. O Björk i "Joga" na żywo nie wspominając.


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11