Kategorie: Wszystkie | Polisz
RSS
poniedziałek, 21 stycznia 2013
'Cause I was real quiet when I closed the door.

Bardzo chciałabym przestać już słuchać Smithsów. To męczy i ma w sobie coś z masochizmu. Żeby móc się torturować smutnymi piosenkami trzeba mieć gdzie płakać, szlochanie w szalik w środkach publicznego transportu jakoś nie działa. Chciałabym przestać się po cichutku wycofywać, zgadzać się potulnie na to, że jest chujowo. Wylać cały żal i złość na kogoś nawet, jeśli nie mam racji choćby po to, żeby się od nich uwolnić, zamiast szczerzyć się głupio i ryzykować, że prędzej czy później coś mi się wymsknie, po drinku czy dwóch zachce mi się nagle powiedzieć, jak jest naprawdę. Być czasem nawet nieco nachalna, ale nie czekać bezsensownie aż się zorientują, że im mnie brak. Bo zazwyczaj się nie orientują.

M. mi się rozpada, a ja nie wiem jak jej pomóc, chociaż widzę, że rozpaczliwie tej pomocy u mnie szuka. Bezradność bywa obrzydliwa. 

Z dobrych rzeczy odzyskuję powoli czas na czytanie, na listy i nocne gadanie. E. złożył papiery na Transatlantic Studies na UJ. Jeśli się dostanie, to będzie chyba jedyny powód, żebym nie wyjeżdżała na wolontariat do Rumunii czy gdziekolwiek indziej właściwie. Jedyny powód, żeby myśleć o powrocie na studia. Żeby pójść na slam. Muszę znaleźć sobie miejsce na książki, uwić gniazdo gdziekolwiek, żeby poczuć grunt, od którego będzie się można odbić.

poniedziałek, 07 stycznia 2013
Sing me to sleep.

Poodcinało mi sznurki. Korzonki. Dryfuję znowu bezdomnie. Mentalny splot słoneczny boli bólem tępym, ale nieustającym. Od czasu do czasu ktoś wsadzi tam śrubokręt, pogrzebie, wydłubie kiszkę czy dwie i podstawia mi ją pod nos, wsmarowuje gdzie trzeba, żebym czasem nie zapomniała, że mam tam dziurę. Najbardziej przerażające jest to, że idzie się przyzwyczaić. Żadna dziura nie jest już zaskakująca, właściwie rutynowa procedura post-dziurowa nadal ma zastosowanie, a fakt, że nie wymaga specjalnych zmian jest jakoś potwornie męczący. To już wszystko było. Inaczej, bo płycej, z początku tylko lekka rana cięta, jakieś draśnięcie śledziony mini-otwór w żołądku. Teraz jest jakby konkretniej, zadziornie, szarpane, bliżej kręgosłupa. A jednak to wszystko już było. Ale podobno tylko wariaci robią w kółko to samo, oczekując innego rezultatu. Wychodzi więc na to, że oszalałam. 

Wyplułam się ze złości chyba. Wykręciłam porządnie, przeciągnęłam przez jadową wyżymaczkę, zostało tylko się uśmiechać aż zdrętwieje mi żuchwa i wszystko inne, w czym jeszcze mam jakieś czucie. 

Postanowienie na Nowy Rok to złapać się czegoś, zanim wszystkie baloniki mi odfruną.