Kategorie: Wszystkie | Polisz
RSS
środa, 14 stycznia 2015
Przed snem.

Spotykam W. przypadkiem na przystanku. Znamy się od zerówki, nie widzieliśmy się dobrych kilka lat. Mogliśmy się minąć, ale nie. Zanim świadomie go rozpoznam, przyłączę imię do twarzy, już się śmieję, już mam wokół siebie znajome ręce. Wygląda dorośle i po męsku, ale to ta sama, dobra twarz. Chociaż starsza, poważna. A przecież jesteśmy w tym samym wieku. Siadamy razem w pociągu i jakbym była w domu. Nie daje mi się wykręcać, każe mówić o sobie, więc trajkoczę bez ładu dobrą godzinę. Po raz pierwszy nie czuję wstydu mówiąc komuś, że nie skończyłam studiów. Po raz pierwszy nie przeszkadza mi, że nie jestem tam, gdzie myślałam, że będę, kiedy mieliśmy po 16 lat. Odprowadza mnie pod dom, a ja po raz pierwszy od dawna się wzruszam. I myślę jak to zrobić, żeby nie przegapić, żeby mi nie zniknął znowu. Jak to w ogóle zrobić, żeby mi ludzie nie znikali.

 

Coraz częściej nie mogę zasnąć. Nucę to cały czas. Dawno mi żadna piosenka tak nie robiła.