Kategorie: Wszystkie | Polisz
RSS
środa, 11 listopada 2009
Sergio Mendes - Magalenha

Ciekawe dlaczego tak trudno pomyśleć czasem o sobie jak o kimś wspaniałym. Nie dano mi tej zdolności. Nie w skromności leży problem, skromność to bzdura, dyrdymały nam do głów wkładają. Chodzi o taką, prostą w gruncie rzeczy, myśl, że jestem fajnym człowiekiem. I jeżeli ktoś mówi mi to wprost, należy uśmiechnąć się, podziękować, a w duchu przyznać mu rację, zamiast zwijać się w precla wykręcając palce, pąsowieć lub spieszyć z zaprzeczaniem. Taki eksperyment myślowy należałoby przeprowadzić, wyobrazić sobie, że dla kogoś mogę być naprawdę niesamowita. Dopuścić do świadomości taką możliwość. Bo i dlaczego nie?

Czyż fakt, że się odróżnia tapira od kapibary nie jest powodem do dumy? Tańczę, śpiewam, głowy strzygę, mogę wejść boso do rzeki przy temperaturze około 15 stopni Celsjusza, jestem całkiem bystra, bywam nawet zabawna i walę prosto z mostu. Był jeden taki, co z krzesła spadł bujając się, bo się na mnie gapił. Są tacy, co twierdzą, że całkiem dobrze piszę. W czym więc tkwi problem? Co nie pozwala wyjść poza zwykłe "w porządku" i "OK" i na fali samozadowolenia dolecieć aż do "zajebiście"? I czemu właściwie "aż"? Kto każe na grochu klęczeć, pokrzywami się biczować i samoudręczać po to tylko, żeby pewnego dnia usłyszeć: "Don't be so negative about yourself. You're amazing"?

Stałam dziś przed lustrem i przez 10 minut śmiałam się z własnych głupich min.

P.S. Eurydyka szła za Orfeuszem. Nie mogło być inaczej.