Kategorie: Wszystkie | Polisz
RSS
czwartek, 08 listopada 2012
Zabrało mi kości dziś.

 Może to z braku snu, z jakiegoś kosmicznego wahania hormonów, może po prostu nie powinnam oglądać takich rzeczy więcej ani odbierać porannych telefonów interwencyjnych. Ale coś pękło i zgięło mnie w pół nad miską z parującym makaronem. Zagięło kark i podcięło nogi, wbiło w kąt szafek kuchennych. Dźwięk uderzającego o płytki widelca, minuta, może dwie niemego rozpierdolu na bezdechu z kolanami pod brodą, kiedy żebra niemal zapadają się w głąb, a zęby zaciskają się na palcach. Potem wstać, umyć twarz zimną wodą zanim spuchnie, zetrzeć i wytrzeć, co zostało i wyjść z domu. Tylko po to, żeby resztę dnia spędzić bez szkieletu, bo pion boli, siedząc na podłodze jak marionetka, której ktoś uciął sznurki, ze zwieszoną głową, zamykającymi się ze zmęczenia powiekami, bezładnie wywalonymi przed siebie nogami, które od siedzenia powoli cierpną. Wyłabym, gdyby mi nie zabrało głosu, a tak snuję się jak zbity pies i marzę o tym, żeby się wyspać.