Kategorie: Wszystkie | Polisz
RSS
wtorek, 15 grudnia 2009
Perfect combination

'Absurdu ciąg dalszy' pomyślałam skacząc w samym środku gromadki małych Hiszpanów, śpiewając i sprawdzając co kilka minut w jakiej pozycji wobec pionu i horyzontu znajdują się Polscy Towarzysze Podróży.

Amsterdam przyjął mnie z otwartymi ramionami, masą świateł, słodkim zapachem karmelu i marihuany, kataryniarzem na łódce, który zbierał pieniądze do chodaka zawieszonego na wędce. Do tego dzwony kościołów, dzwonki rowerowe, dzwoneczki w sklepach z kolorowymi lampami, mewy, przepiękny Mulat i kawa w knajpie z niudżezem. Polubiłam miasto, którego Holendrzy tak nie cierpią, które przyjmie każdego, nawet najbardziej popierdolonego oszołoma. Gdzie ciasne i duszne uliczki chińskich knajp i okien z czerwonymi zasłonami przeplatają się z rozświetloną lampami przestrzenią, odbijającą się w wodzie. Cały ten dzień wypełniony był światłem, z jakiegoś powodu szłyśmy niemal cały czas w stronę słońca, ogrzewając twarze i rozcierając dłonie. Dobry dzień.

Dziś kolejny dzień na lekkim kacu, cichy, spokojny. Pierwszy poranek w tym kraju, kiedy słońce powoli roztapiało szron na drewnianych balkonach. Kawa, herbata, kisiel, jajecznica, niezapowiedziane, acz miłe wizyty i 1000-zajęć-poza-nauką, chociaż wiem dobrze, że jutro mam egzamin. Czeka mnie zapewne kolejna nieprzespana noc i jest więcej niż pewne, że gdy wrócę jutro zziębnięta, odstawię rower do szopy, wezmę prysznic i wleję w siebie litr gorącej herbaty, padnę na pysk i nie wstanę aż do wieczora. Ale już teraz wiem, że warto było.

środa, 02 grudnia 2009
Extremely Loud & Incredibly Close

'(...) I cut my top lip against the end of a coffee table and had to go to the hospital. Grandma believes in God, but she doesn't believe in taxis, so I bled on my shirt on the bus'

Odkryłam Mikromusic. I tonę. W czerwonych skarpetkach w paski czytam z kawą opartą na brzuchu. Palce pachną mandarynkami. Cisza. I tylko J., gdzieś tam, po drugiej stronie, akurat kiedy o nim myślę.

 Za tydzień przyjedzie A., znów wszystko się zatrzyma, na chwilę zrobi się chłodno i przejrzyście. Napijemy się kawy, ona zapali papierosa, będziemy marznąć rozmawiając o tym, co nas przeraża. O wszystkim co nowe, nie nasze, do czego powoli musimy się przyzwyczajać.

 Za 3 tygodnie E. będzie już po drugiej stronie oceanu, jego palce z obgryzionymi paznokciami będą już gdzieś w Kansas (dlaczego prawie wszyscy bliscy mi ludzie je obgryzają?), głowa pełna słów odwróci się w inną stronę. Z jakiegoś powodu mam wrażenie, że mnie tu zostawia. Że nie będzie już komu opowiadać historii. 3 tygodnie to bardzo mało czasu.

Wcale nie chcę jeszcze wracać. Bardzo możliwe zresztą, że będę musiała zostać trochę dłużej. Dobrze mi tu. Z makaronem, piwem z Oosterhout, torbą rowerową w czerwoną kratę i stadami dzikich gęsi przesiadującymi na polach. Ze śniegiem, którego nie ma, z wiatrem, który zatrzymuje na samym środku mostu, we mgle. Z czerwonymi zachodami słońca. Z tymi, co czuwają i troszczą się, choć za nic się do tego nie przyznają. Z tym wszystkim, co układam sobie w głowie jadąc w ciszy nocą do domu. A Ty? Spieszy Ci się?