Kategorie: Wszystkie | Polisz
RSS
piątek, 19 grudnia 2014
(...)

Ja nie wiem jak mam to zamknąć w literach. To, co jest tak nieprawdopodobne, tak niezrozumiałe, że aż niewyrażalne. A może wydaje się nieprawdopodobne, bo gdybym dopuściła do siebie myśl, że myślała o śmierci od jakiegoś czasu, to musiałabym myśleć o tym, że tego nie zauważyłam. Że kiedy stałyśmy wtedy przed jej kamienicą i myślałam o tym, że to za mało czasu, że chciałabym zostać dłużej, jednak się pożegnałam i poszłam na koncert. Że przez tą godzinę z okładem rozmawiałyśmy głównie o mnie. Że może powiedziałaby mi co z nią, gdybym została dłużej, przekopała się przez standardowe tematy wstępne. A może i nie, może to nie poczucie winy tylko pycha każe mi myśleć, że jednak coś mogłam zrobić. 

 

Jak Inga Iwasiów, myślę: "Umarła MI", chodzę z tą myślą, noszę ją cały czas na plecach. Umarła mi, bo zawsze była. Umarła mi bo była blisko, poza rodziną chyba najbliżej, chociaż widywałyśmy się rzadko. Bo tylko jej mówiłam o tym, czego się najbardziej boję. Bo chociaż ciężko mi to ogarnąć, odkąd zrezygnowałam z kontaktu z J., tylko ona była realnym dowodem na to, że można mnie znać i się nie bać. Że mogę bezpiecznie odsłonić miękkie. A teraz, jak jej nie ma, jestem tak NAPRAWDĘ sama. 

 

Mogłabym chodzić przez rok na czarno. Właściwie po raz pierwszy chyba jakoś to rozumiem. Ale kiedy tylko sięgam po coś czarnego robi mi się głupio, bo przecież nie była tylko moja. Nie umiem obnosić się ze swoją żałobą, bo nie jest tak naprawdę tylko moja, nawet nie przede wszystkim. Mijają prawie 2 tygodnie, a ja muszę robić rzeczy. W tym brudnym, mętnym kiślu, gdzie czas rusza się wolniej, muszę robić rzeczy. I nie wiem kiedy jest gorzej, kiedy o niej myślę, czy kiedy sobie uświadamiam, że prawie cały dzień o niej nie myślałam. Tak czy siak, siedzę we własnej głowie i użalam się nad sobą. Nie pamiętam tytułu piosenki, którą mi wysłała i teraz nie mogę jej znaleźć; tydzień temu miała urodziny; miała wtedy przyjść ze mną na slam; myślałam kiedyś, że przyprowadzę do niej J., że do niej bym mogła; mam w głowie ten dźwięk, który wydała z siebie jej mama kiedy opuszczali trumnę do grobu. I wiele innych rzeczy. Dryfuję w jakimś dziwnym stanie, jakby mnie ktoś potrącił, ale jakbym jeszcze nie wylądowała, tylko odbijam się uderzając o ziemię.