Kategorie: Wszystkie | Polisz
RSS
sobota, 27 marca 2010
'Gdzie, do kurwy nędzy, podziało się czerwone wiaderko?'
Ja się pytam. Gdzie ten Harvard i Śląsk?

Odcinam kupony. Z dokładnością do jednego milimetra wymierzam przestrzeń między prawym łóżka brzegiem i lewym. Neurotycznie jakoś miotam się, aspołecznie chowam, okopuję się, a potem biegnę. Płatki z mlekiem. Zielona herbata. Dzień rozpoczęty pomarańczą, bo nadszedł wiosenny czas walki z cellulitem. Brnę przez stosy papieru i książek, niedomknięte walizki, mapy, potykam się na smarkach wciśniętych w chusteczkę jednorazową i wrzeszczeć mi się chce. Nie tak miało być. Ja tu, kurwa, protestuję, w dupie mam takie powroty. Ileż razy można sobie plan układać, zmieniać i poprawiać? Jak to działa, że ilekroć zaprę się wbrew swojej nie chęci do układania-sobie-życia i zmontuję tę cholerną, misterną konstrukcję, przyjdzie ktoś lub coś, pierdnie i wszystko rozpierdoli? I kij z tym, że mnie się sypie w głowie tynk. Grunt, że w świecie constans, że te same kłótnie o te same śmieci, aż do zarzygania, ten sam dryg i gadka, te same dziury w asfalcie i nawet wódka ta sama.

Czym się pocieszam? Wiosną. Tym, że się wreszcie skończyło, że światła wreszcie wystarczy nawet wtedy, gdy nie będę dość ambitna, aby wstać o 6 rano. Że na Grodzkiej rano pachnie kawą i kiełbasą, zielenieją łąki i można wreszcie wyjść z domu z gołą głową. A gdy się odwrócisz, na chwilę spuścisz mnie z oczu, czmychnę niepostrzeżenie z nową dziurą w mózgu, niewodoodpornym plecakiem, w zdezelowanych trampkach i z kawą w metalowym garnku.
piątek, 05 marca 2010
coordinationless juliet
Chciałabym być mądrzejsza czasem. Poukładana. Wiedzieć co robić zawsze wtedy, kiedy zazwyczaj nie wiem. Nie próbować na siłę wpasować się w jakąś sztuczną konstrukcję. Nie biec na oślep, żeby potem nie musieć uciekać z zażenowaniem, naprawiać błędów, dementować, zaprzeczać i wypierać. 
Chciałabym być odważniejsza czasem. I pewniejsza rzeczy nie do końca pewnych. Chociaż raz zrobić coś porządnie, od początku do końca, nie uciekać. 
Silniejsza też mogłabym być. Zwarta i odporna. Nie cierpię, kiedy rzeczy lecą mi z rąk, kiedy plotę bzdury. Kiedy ktoś szybką i emocjonalną gadką wprawia mnie w poczucie winy albo roztargnienie, kiedy czekam, aż ktoś pogrozi mi palcem albo rozczochra mi włosy jak dziecku tak, jak teraz wszyscy to ze mną robią. Chciałabym nie dać sobą zachwiać.