Kategorie: Wszystkie | Polisz
RSS
niedziela, 25 marca 2012
Wyciągam do niej ręce, chcę bliżej i więcej



 

Wyrzucam sterty, na wiosnę. Mam stos papierów do przebrania jeszcze, kurze wymiatam, wietrzę pościel, jeszcze chwila i chyba nawet okna myć zacznę. Ta piosenka rozpierdala mi kosmos. Przypadkiem znaleziona na zupie, a teraz młócę ją od rana do wieczora. I tak trzeba. Rozpierdolonego kosmosu mi trzeba, "nieporządku w chaosie". Żeby nie było miałko i letnio, żeby drgnęło jakkolwiek. I na wietrze bieganie i wrzaski. Może pęknie.

 W zeszłym tygodniu prawie rozpłakałam się w taksówce. Upiłam się, wyściskałam R., którego mi brakowało bardzo, choć nie do końca świadomie. Wszystko po to, żeby na tylnym siedzeniu samochodu-o-nieistotnej-marce dostać żałości jakiejś nad sobą, żeby mnie po zmyciu pudru na sofie z ikei przyjaciółka litościwie do snu utulała. I żeby następnego dnia mieć kaca stulecia, "germańskiego, kurwa, oprawcę", na chlebku z masłem i herbacie, wspomaganego moralniakiem jakimś przebrzydłym. Cały dzień w gaciach w grochy i rolety opuszczone, w dupie mam skowronki. Nie było to mądre, ale od dna można się tylko odbijać, a lekkość następnego dnia po kacu - bezcenna. Słońcem wszystko wspomagane, ciepłem na plecach, kiedy siedzę z ciężką torbą na zapuszczonym peronie stacji Kraków Łobzów. 

Jeszcze nie wiem czego mi się chce. Koncertu pewnie. Ciułałabym na Openera chętnie i na Sacrum Profanum, bo będzie Sigur Ros i Kronos Quartet. Trochę mi się Plant chce i kina. Może czytania niemądrych książek w pociągu, kawy w Massolicie. Nie pojechałam dziś na slam, chociaż miałam się przemóc, spietrałam zwyczajnie. "Się żarzy, rzęsy mi parzy". Wietrzę podstęp, jak królik przerażony nosem wyczuwam, że się zbliża, że się ludzie pchają, zagarnąć chcą do siebie, drżą mi palce. Czy stchórzę?