Kategorie: Wszystkie | Polisz
RSS
wtorek, 13 kwietnia 2010
no i gdzie te zorze poranne, co wstają?
i bursztynowy świerzop. Weź, zatrzymaj toto. Wiruje aż do zarzygania, nie da rady już. Kropki mi latają jakieś kolorowe przed oczami, ciepło-zimnokrwiste stworki zalegają wokół czaszki. No stój, mówie, ileż można... 

Kofeinowe przedawkowanie. Godziny spędzone na kanapie z laptopem grzejnym i prażynkami. Do czego to podobne, żeby młodzi, zdrowi ludzie, kwiat polskiej bananowej, ech... Na dupie odleżyny sobie robić. Gdzie się podziali aktywiści, ideowcy, hę? Ci co pod namiot w góry, książeczka autostopowicza, gitara i Hej, tam gdzieś znad czarnej wody.. Uch. Kable w dupsko uwierają, oczy zwężają się. Gnuśniejem, panie. Kartki przewracam ksero, ciepłe jeszcze, kolorowo zakreślam, sprawdzam status na tej.. jak to ktoś napisał.. twarzoksiążce. A tlen się kończy, Arktyka topnieje, pingwinom gotują się jajka. A tu tylko limit na MV i szary napis Gugle, bo żałoba, zamknięte wszystko w pizdu. A gdzie w tym wszystkim punk i bieganie z gołą dupą w miejscu publicznym? Alkohol i książki z nielegalnych źródeł, oba traktujące o seksie starszych pań. Zamiast oczy szeroko otwierać, historię tworzyć, to my tu, z przeproszeniem, SiWi kreujemy ładne, kolorowe. Stażyk, praktyki, uśmieszki za piątke, dupowłażenie i ogarnianie lektury na zajęcia w autobusie z Katowic do Krynicy. I przerzucam te kartki, oczy psuję, a obok się toczy, panowie w spodniach w kant starsi, w szarych wiatrówkach, wyciągają z reklamówek gotowane na twardo jajka, krótko przystrzyżone panie blond-platino odwijają papier śniadaniowy i dyndają nogami na zbyt wysokich siedzeniach, w za ciasnych, cukrzycowych butach. Kto by tam do psychologa chodził, szarlatany, naćpają, wie pani, tabletkami, rażą prądem, gupoty ludziom do głów kładą. I jeszcze biorą za to piniondze, no co za kraj.. Co to za zwyczaje, żeby z domu problemy wynosić, naokoło opowiadać obcym, co się z mężem robi. Ech. Tu to się życie toczy, trzeba piniondze zarobić, wie pani, na chleb mieć, wyprać, ugotować, dzieci do szkoły posłać.. Kto by tam miał czas na takie, za moich czasów to ludzie w zimie 10 km bez butów do szkoły szli, mieli PRAWDZIWE PROBLEMY. No widzisz.. I po co się uczyć tego? Co Ty potem będziesz robił? W kolejce po zasiłek inteligentnie wyglądał? 

Internet jako źródło wiecznej radości dał mi Żulczyka i Neutral Milk Hotel. A w sumie nie, Gabe Kulke raczej, bo Neutral to Słomianej Panny muzyka jest. Dał mi przybytek o nazwie polonica.net, żebym mogła pośmiać się z żydofobów paranoików. A teraz daje mi Disneja i Miyazakiego, bo kto powiedział, że Piotruś Pan to przeżytek. Chaos w tym burdelu, nieporządek.
wtorek, 06 kwietnia 2010
bonżur mesje, ajm dajing hir.
Stado małp w butach do stepowania. Oto co mam w głowie, gdy zasypiam. A kisiel mam, w głowie, gdy się budzę. 

Dobry dzień na kacu był niedawno, na Podgórzu, z pierogami,zupą laną z wiadra, nogawkami spodni w butach, zarośniętym żulem-autystą, w słońcu. I pornole z azjatyckimi zakonnicami w cenie teraz są, siłownia i koksy, białe buty komunijne numer 44, różowe skarpetki z krową, nakręcane jaszczurki, staniki w rozmiarze 90D po 7,50 zł każdy. Dzięki T. A potem do pociągu, na stacji Krakuf Byznes Park, Pan w Garniturze wsiadł, ze Skórzaną Aktówką, zawzięcie dłubał sobie w nosie myśląc, że nikt nie widzi. Pewnie w domu mu mama nie pozwala. Stara, chuda, zasuszona, bije po łapskach za każdy palec wsadzony w dziurkę. Nosową. Bo sama smarka tylko w chusteczkę wielorazowego użytku, kiedyś-brązową, w kratkę. Smarka, zwija i chowa do kieszeni błękitnej podomki w kwiatki. Smarka przy kiszeniu kapusty i Osieckiej, bo ona też kiedyś była młoda i ładna.