Kategorie: Wszystkie | Polisz
RSS
niedziela, 15 kwietnia 2012
I decide to hide in my favourite hole and wait for the drama to pass.

Hohoho. Maszynką było jechane, 9mm, lewy bok. Kusi bardzo, żeby tak całą głowę, opitolić na rudego jeża, albo nierudego, niech odrasta co tam zostało pod spodem, jakiś mysiozłoty. Jak porządki, to porządki.

Gotuję, pichcę, kluski tnę do bulgoczącej wody. Zielonymi paprykami obdzielimy się. Z miodu palce. S. napisała, że jak ludzie proszą o radę, to zazwyczaj sami już wiedzą, co chcą zrobić. Można też rzucić monetą, bo zanim spadnie, wiesz już przecież czy chcesz, żeby to był orzeł czy reszka. Odmawiam więc spraw rozwiązywania. Nie podaję kluczy. Nie doradzam. Nie wiem. 

Póki co, wygrzewam plecy na pierwszych leśnozwiedzaniach, po zmroku zakładam kaptur i z jedną ręką w kieszeni wyprowadzam zwierzę. Pociągam nosem od wiatru i pierwszych pyłków. Ludowe koguciki oprawiłam w ramki. Wygrzebałam jakieś stare listy niewysłane. Trochę mi siebie szkoda, jak je czytam. Siebie z wtedy. Teraz już ugrzęzło, nie ma co wysyłać, kopać po sińcach. Rozczulające. Zimnymi dłońmi szukam ciepłej głowy do iskania. Przebierania palcami we włosach. Płatka lewego ucha, chłodnego, chociaż kark rozgrzany. 

Myślę czasem o H., jak on sobie w tej swojej kruchości wojowniczej radzi. Czy się otwiera czy zdziera pięści, czy mu ciepło... Jechałabym, nawet zaraz, żeby mu chociaż ugotować ryżu, zapatulić w folię bąbelkową, żeby nie bolało. Kokoszę. 

A w loopie: