Kategorie: Wszystkie | Polisz
RSS
poniedziałek, 01 kwietnia 2013
Your mother wanted more than that.

Czytam Bargielską, Koftę i Ensler naraz. Jak o tym pomyśleć, to wychodzi dosyć feministycznie. No i Woolf. Gdzieś mi ta Ensler trafia w jakiś rozżarzony punkt, w coś czule schowanego. 

Dużo myślę o J., nie wiem właściwie dlaczego. Prędzej czy później i na jego temat ktoś mi przekaże nieśmiało niusa, z miną przepraszającą i tym klasycznym: "Nie wiem czy powinnam (bo to na pewno powie mi kobieta, no więc..) nie wiem czy powinnam Ci to mówić"... To w sumie głupie, ale czasem myślę, że ulżyłoby mi, gdyby wiedział, gdybym mu powiedziała. Ulżyłoby mi, gdyby powiedział coś o tym, co mi teraz chodzi po głowie. Chociaż to na swój sposób przerażające, że nadal tak bardzo mnie obchodzi, co by powiedział... Może dlatego, że wtedy gdzieś byłam najbliżej poczucia, że ktoś mnie rozumie, tak od ściany do ściany i przyjmuje z otwartymi ramionami całą. I chyba to mnie tak spłoszyło.

Przegadałam wczoraj cały wieczór i wyszło na to, że jedyne, co mi pozostało, to dystans i izolacja. Że pewnych rzeczy nie ruszę, nie zmienię i nie przeskoczę, muszę się po prostu odciąć i w ten sposób uwolnić. Wyszło na to, że to nie jest takie ważne czy mam ten mgr czy nie, skoro to nie jest to. Filmów o miłości oglądać nie mogę, znajomości mi nie żal, a tych co żal.. Te, które mają zostać - zostaną. Nie mogę siedzieć i czekać, aż się samo weźmie i odmieni. Praca mi brzydnie. To miejsce mi brzydnie, miejsce, w którym dla mnie nie ma miejsca. Tylko czy ja chcę mieszkać w Łodzi?