Kategorie: Wszystkie | Polisz
RSS
piątek, 30 maja 2014
Ochłodzenie.

Leżałam na dywanie na wznak, po ciemku, słuchając jak nie-moje-dzieci zasypiają, z podkurczonymi nogami, z rękami ułożonymi na brzuchu, dłońmi, które pilnują, żebym nie wydała z siebie dźwięku. Leżałam patrząc w sufit i nabierając oddechu. Otwierałam usta i po cichu robiłam wdech, bo wydechu właściwie nie było. Kręgosłup się rozluźniał, a dwie ciepłe łzy spłynęły gdzieś po kryjomu we włosy. Chciałam zadzwonić i powiedzieć, że spadam, że leżę, że tu gdzie jestem jest pusto i głucho, że mam dzień jakiś taki, w którym myślę, że już nic dobrego ze mnie nie będzie, ale nie byłam w stanie tego zamknąć w słowach. Powiedziałam wszystko, tylko nie to, co chciałam.

A potem skończyłam czytać "Sońkę" Karpowicza. Skończyłam i nie mogłam oderwać od niej rąk. Głaskałam ją po okładce i płakałam. Nad książką, dosłownie, nad Sońką i nad sobą. Nad jakimś drżeniem, które było tylko raz. Nad takim spojrzeniem, po którym można tylko zrobić głęboki wdech. Nad tym cienkim czerwonym sznurkiem, od pępka do pępka. 

Nawet teraz mam ją na brzuchu i czuję jak pachnie. Pilnuje ciszy. 

czwartek, 15 maja 2014
Moja mama myśli, że nic nie jem.

Sny mam jakieś lepkie, duszące. Może dlatego, że zasypiam nad ranem, patrzę tępo w ekran, w ciszy, kiedy inni zapadają się w poduszki. Śnił mi się J. wczoraj, bez żadnego większego powodu, może jak te białe niedźwiedzie, o których starasz się nie myśleć, więc wdzierają się gdzieś w zakamarki. Nie pamiętam nawet co mówił, poczułam tylko jakąś ulgę. Zostawił jakieś drżenie. Słabe, ale jednak.

Zastygłam jakoś i zaczynam obrastać tą chujową pracą i beznadziejnym trybem życia, tymi godzinami spędzanymi bez nikogo. Słuchawki na uszach o świcie to dosyć jasny sygnał, że nie jest dobrze, trzeba coś ruszyć, rozpierdolić. Nie mam zielonego pojęcia co zrobię. Naprawdę nie wiem co ma być dalej. Wiem tylko, że nie może być dłużej tak, jak jest teraz.