Kategorie: Wszystkie | Polisz
RSS
czwartek, 05 maja 2016
Produkty uboczne.

Dawno nie pisałam. Nie dlatego, że nic we mnie nie siedzi, raczej dlatego, że nie umiem tego sensownie przełożyć na litery. Dlatego, że zdążyłam się przyzwyczaić do ciszy, nawet jeśli bywa ciężka i dusząca. Od czasu do czasu mogę sobie ulżyć wśród ludzi, ale coraz rzadziej mówię tam o rzeczach, które mnie dotyczą bezpośrednio. Wychodząc z domu wychodzę z siebie.

Poszłam na terapię. I teraz podstawowym moim zmartwieniem przed każdą sesją jest to, o czym będziemy rozmawiać. Nie dlatego, że się boję jakiegoś tematu, tylko tego, że nie mam nic do powiedzenia. Że nie wiem jak sobą samą zapełnić czyjąś godzinę. Co jest dziwne, bo niby dlaczego mam się tym martwić? Jakich atrakcji muszę moim zdaniem tej kobiecie dostarczyć, żeby to nie był czas zmarnowany? Jej czas? A potem słyszę, że możemy zacząć od tego, żebym wygodnie sobie usiadła, bo ten fotel ma oparcie przecież. I mi się ulewa. I jest lżej.