Kategorie: Wszystkie | Polisz
RSS
poniedziałek, 03 czerwca 2013
Czy to miłość już jest?

Tyle pracy, tak mało snu. Rano festiwal, potem praca do wieczora, w nocy teksty, tłumaczenia. Dopiero wczoraj chwila oddechu. Ale wszystko jakoś dobrze, jak już przestanę się tak starać za bardzo, przestanę się bać nie wiadomo czego, to wszystko jakoś łatwiej idzie. I wreszcie jakieś zaczątki tego poczucia, że jestem na swoim miejscu. Że tego właśnie chciałam. 

Master Class z Paulem Driessenem, filmy o kubańskich starcach, niemieckich właścicielach pseudokina porno, chłopcu, który chciał stać się osłem. Niemal na koniec Ginger Baker, skończony dupek i oszołom, wcielony diabeł i najbardziej odjechany perkusista świata.

A po tym wszystkim pełna sala Pod Baranami i jakaś kobieta, która dostała bilet na "MIŁOŚĆ" w prezencie i po prostu mi go daje, a ja patrzę na nagrania Możdżera, jak był młody i niewinny, na Trzaskę bez skorupki i cieszę się jak głupek i już nie mogę, a potem wchodzi Ryszard "Tymon" Tymański z tym włosem, z tym basem, z tym mózgiem, który bym zwyczajnie zjadła i o-matko-kochana, jaki to jest fantastycznie piękny mężczyzna... Jak ja bym ocipiała na jego punkcie, gdybym nie urodziła się w '87, tylko miała jakieś 20 lat wtedy, oszalałabym.

 



 

Wychodzę na Rynek, jest jeszcze jasno, pod Sukiennicami grają bluesa, słońce odbija się czerwono w oknach. Na Karmelickiej gadam o jazzie i pieniądzach z facetem, który robi mi gofra z owocami, zostawiam mu tytuły kawałków wysmarowane na kartce wyrwanej z programu festiwalu, kawałków, których powinien posłuchać. I w tym słońcu, po deszczu, w cieple, z Dave'em Brubeckiem w uszach i bujającą perkusją idę z buta do domu. Najlepszy dzień. Zwyczajnie najlepszy.