Kategorie: Wszystkie | Polisz
RSS
piątek, 17 lipca 2015
Przydałby się las.

Chciałam napisać, że czeka mnie wyjątkowo stabilne, jak na mnie, lato. I trochę nie wiem, czy nie zapeszam. Mam 500 pomysłów na dzień, z których 499 rozpływa się gdzieś przed zaśnięciem. Stos książek, fachowych głównie, porozkładanych właściwie wszędzie. Zbliża się nieuchronnie moment ogarnięcia jakiegoś nowego mebla, bo znowu mam wieże z książek na parapetach, a mniej już ich nie będzie. Wątpię, że je komuś oddam, dużo łatwiej przychodzi mi pozbywanie się ubrań.  Oglądam westerny i melodramaty Douglasa Sirka, łatwiej się po nich pozbierać niż po "Copenhagen". Znalazłam u babci gdzieś w gablotce Myśliwskiego, gdzieś indziej wygrzebany Haupt, będzie dobry przed snem. W sierpniu, jeśli nic się nie zmieni, czekają mnie praktyki w Poznaniu. Wszystko to idzie jakoś szybko, zanim jakoś ogarnę, że to już nowy dzień robi się wieczór. Gorące dni spędzane w pokojach z zasłoniętymi oknami, życie zaczynające się po zachodzie słońca. Tak naprawdę lato jest chujowe, w lecie dobre są tylko wczesne ranki i noce. 

 

Chodzi za mną Jakobe Mansztajn i "Wiedeński high life", gdzieś uderzył mocniej jak czytałam go teraz. "Studium.." już do mnie jedzie. Mam dużo pracy na wrzesień, a pojechałabym stąd gdzieś chętnie. Nie bardzo mam ochotę na ludzi. 

 

 I chodzi za mną historia o trzech siostrach, które jeszcze przed wojną zakochały się w jednym chłopcu. Był piękny, trochę blady i miał oczy zielone, ale taką zielenią zimną, półprzezroczystą. I wszystkie trzy ta miłość doprowadziła do śmierci. Każdą inaczej.