Kategorie: Wszystkie | Polisz
RSS
wtorek, 22 września 2009
floating

Strasznie cicho się tu robi czasem. Kiedy ludziom nie chce się już zalewać umysłów procentami, zamykają się w swoich sterylnych pokoikach i wklejają nowe zdjęcia na fejsbuku. Z każdego okna na chodniki pada łuna błękitnawego światła komputera. Przeżuwają powoli ostatnie porcje makaronu, kromki chleba z masłem orzechowym, myją kubki. I tylko Hiszpanie, jakby wyczuwali się nawzajem, wylewają się drzwiami i oknami gdy tylko słońce mocniej zaświeci. A nocą siadają z sangrią przy ognisku. Wystarczy, że dwoje ludzi zamieni dwa zdania po hiszpańsku wyrzucając śmieci, a nagle zbiera się wokół nich cała grupa, chociaż nigdy do końca nie wiadomo skąd się biorą.

Obejrzałam wreszcie "Śniadanie na Plutonie". I tak mnie jakoś na Sigur Ros wzięło.

poniedziałek, 14 września 2009
Możdzer, Danielsson, Fresco - Incognitor

Wiatraki mi tu rysują. Chleb zżerają. Szurają krzesłami i śpią na kanapach. Zaludniają mi egzystencję, systematycznie i intensywnie. I dobrze.

Mam kota na gorącym dachu mojej głowy

Żyję sobie między 15.00 a 5.00 rano, marząc o prawdziwym polskim rosole gdy po raz kolejny kładę się spać z pieśnią podstarzałego koguta w uszach. Holendersko-belgijskie hity zapełniają mój umysł, niemiecko-polskie rozmowy o filmach Davida Lyncha, hiszpańskie jedzenie i amerykańskie ponadjęzykowe porozumienie. Zamiast opowiadania Hemingway'a, wypożyczyłam całe opracowanie tekstu, z wywiadem z autorem włącznie, bez opowiadania w środku. Mentalnie i fizycznie ogarniałam cały tabun przedstawicieli pijanej polskiej młodzieży, biegającej wśród holenderskich baraków z butelkami, balonami, jedzeniem i górniczo-hutniczą orkiestrą dętą na ustach. Zeżarłam za pomocą łyżki cały słoik czekoladowego kremu do smarowania chlebka. Wybierając się do supermarketu, spędziłam prawie pół godziny głaszcząc nieprzytomnie wprost spasionego kota pod szopą rowerową. Krótko mówiąc - opcja standard. Teraz siedzę tu, słucham Możdżera i gapię się na kolczyki, które W. przywiózł z Amsterdamu. I zastanawiam się, kiedy to wszystko pierdolnie.

piątek, 04 września 2009
What are you thinking of, Ashley?
Gitary, wodne króliki, kukurydziane placki, rozczohrane blondynki, warszafskie tygrysy parkietu, tęczowi chłopcy unoszący się nad ziemią. To będzie moja Holandia. Z gwiazdami nad głową, o których opowieści nikt nie zna. Z poetą zza oceanu, którzy w swoim chudym ciałku zmieścił cały kosmos.

Jest w tym coś dobrego, w tym drapaniu w gardle, wietrze świszczącym w dziurawych futrynach. Oddycha się jakoś lżej, kawa smakuje mocniej. I pisze się samo.

Tylko gdzie to się wszystko zmieści? Zacznę chyba rysować komiksy.
środa, 02 września 2009
Lucy in the Sky with Diamonds

Ciepło. Słońce wpada przez okno i grzeje mi kark. Jest dobrze. W sposób, którego do końca nie rozumiem, jest naprawdę dobrze. Gruźlicze odgłosy powoli zanikają, dyskusje o Hemingway'u zapowiadają się ciekawie, dokładnie tak, jak tego chciałam. Jem czekoladę, nie mam już ani grosza przy duszy i (być może) zmuszę się niedługo do upokarzającego pożyczania pieniędzy. Ale narazie o tym nie myślę. Narazie oglądam promyki migoczące w moich kolczykach, przywieszonych do tablicy. Przejeżdżam przez most na rzece Waal na rowerze, który może w końcu polubię, tonę w podmuchach ciepłego wiatru i gapię się na chmury leniwie przesuwające się po niebie, a w głowie mam to:


Czuję koniec lata. Każda pora roku ma inny zapach, ja dziś poczułam jesień. Pewnie, że nie tą samą, co w Polszy. Nie będzie klonów w Parku Bednarskiego, ludzi w wilgotnych płaszczach tłoczących się w zalanym słońcem tramwaju. Ale może chociaż jazz będzie. I szuranie w liściach.