Kategorie: Wszystkie | Polisz
RSS
czwartek, 29 października 2009
Hey - Boję się o nas
  Te same żółto-pomarańczowe ściany. Książki pachną tak samo. Pies jak zwykle kładzie się obok mnie, z pyskiem na mojej stopie. Dobra kawa. Tylko szaro trochu, ludzie jacyś smutni. A może zawsze tacy byli o tej porze roku, ale dopiero kontrast z holenderskim hajem pozwala to zauważyć. Zimno bardziej wilgotne, przenikliwe, jesień bardziej jesienna. Kraków trochę jak na filmie, gdzieś za szybką, dym papierosowy w knajpach, żołądkowa gorzka i czerwieniejące winorośle w kamienicy na Starowiślnej. Tyle dobrych twarzy, a jednak uczucie zagubienia mnie nie opuszcza. Nie wiem już do kogo dzwonić, komu i co opowiedziałam, a kto nie wie nawet, że gdzieś tam po drugiej stronie Niemiec przygoda trwa. Spotykam kogoś, na chwilę tylko jest tak jak dotychczas i zanim pomyślę, że mi tego brakowało, rozstajemy się. Tak było i ze Słomianą Panną i z Kolumbijskim Grajkiem. I już wsiadam w autobus/tramwaj/pociąg, uginając się pod coraz cięższą torbą, z kubkiem kawy z automatu i zmiętą gazetą.
  Dziś rano wreszcie usiadłam we własnej kuchni. Mama przytyła. Przybyło jej zmartwień na twarzy.Tata dopiero za godzinę uwierzy, że w ogóle tu jestem. Brzozy zżółkły, baby targowe zacierają ręce w rękawiczkach bez palców, w piekarni znów sprzedają pączki z różą. Dawno nie byłam taka zmęczona...
poniedziałek, 19 października 2009
Po karku wspinają się...

Śniadanie na Plutonie. Zagrało na kilku strunach. Tych wrażliwszych. Ale dopiero Once rozpierdolił. I musiałam wyjść.

Ostrzygłabym kogoś chętnie. Zjadła coś u Chińczyka. Wzięła psa na spacer. Bezsenność bywa męcząca, wiesz?

Say It To Me

niedziela, 11 października 2009
SARS - Budjav Lebac

Przyhamowało. Zwolniło. Zatrzymało się. I płynie. Powoli wszystko wraca do normy po emocjonalnym haju pierwszych dwóch miesięcy. Zrobiło się swojsko, droga na uniwersytet z dnia na dzień wydaje się coraz krótsza, rower z pozycji śmiertelnego wroga przesuwa się powoli w stronę towarzysza-z-konieczności, kolejne paczki makaronu przetaczają się przez cudze kuchnie w towarzystwie kolejnych butelek wina. Ale i tumiwisizm się uruchamia. Już się człowiekowi nie chce być takim miłym, samotnym i garnącym się do ludzi. Tolerancja społeczna wraca do normy, tymczasowo-imprezowi przyjaciele zajmują się swoimi sprawami, a ja powoli zaczynam wybierać. I deszcz nie jest wcale taki zły, daje czas dla siebie.

Kuszą loty z Eindhoven za 5 euro. I Couch Surfing. Byleby aparat fotograficzny skombinować. Kusi Amsterdam i Antwerpia i stopem by się pojechało. Z Polszy przyszło kilo krówek i kaszy gryczanej, książka do nauki hiszpańskiego i ciepłe swetry. Zbieractwo ulotkowo-zdjęciowe się udziela, dekorowanie ścian winylami, kolektywne picie kawy i gotowanie przy 'Lost in Amsterdam'. A na to wszystko serbski spleśniały chlebek