Kategorie: Wszystkie | Polisz
RSS
niedziela, 21 października 2012
You're just an empty cage, girl, if you kill the bird.

Rozjebało mnie. Rozjebało kompletnie. Słuchałam tego kawałka leżąc na wznak, otwierając usta i biorąc wdech, żeby wykrztusić z siebie co było do wykrztuszenia. Zamykałam je z głośnym westchnieniem i ostatecznie nie mówiłam nic. Gapiłam się na te cholerne lampki, które zostawiły na suficie czarne ślady od żaru, pocierałam lewą stopą palce stopy prawej i myślałam o tym, że nic się nie zmieni, jeśli nie zapytam, że nie ma sensu pytać, bo przepadło i że jestem skończonym tchórzem. Jednocześnie. A potem usłyszałam: "You're just an empty cage, girl, if you kill the bird" i miałam nadzieję, że piosenka szybko się skończy, bo zachciało mi się płakać. Żałość w chu.

 



środa, 03 października 2012
Najwyżej.

Czuję, że mam w rękach coś bardzo kruchego. Jest delikatne, ale parzy mi palce i bez przerwy boję się, że to upuszczę. 

Nie bronię się teraz. Sama się w to wplątałam, więc sama się wyplączę, prędzej czy później. Zostaje tylko kilka żenujących rozmów, które sprowadzają się do tego, że ktoś jest w taki czy inny sposób rozczarowany. Ale tego nie uniknę. Mogę tylko kawałek po kawałku ogarniać bajzel, którego się dorobiłam, minimalizując straty. 

Wystawiam miękkie do świata, czasem coś kopnie i właściwie nie wiem, czy nie pożałuję tego niedługo. Nie wiem, czy nie wyobraziłam sobie jakiejś lepszej wersji rzeczywistości niepotrzebnie. Takiej, w której nie jestem żebrającym o uwagę ludzi zakompleksionym tchórzem, w której ten tchórz nie wyłącza telefonu niespodziewanie i nie jedzie w góry w pizdu tylko dlatego, że ma odruch wymiotny na dźwięk dzwonka. Możliwe jest, że mi się tylko wydawało, a plecak spakuje się sam. Właściwie fakt, że nie schowałam go do szafy, sam w sobie ma znaczenie. Że mam na regale tylko 4 książki, jeden jogurt w lodówce, że śpię na sofie, która po złożeniu nijak nie zdradza, że ktoś na niej sypia. Korci bardzo, żeby wiać, nie dopowiadać, nie sprawdzać, nie naprężać się czekając. Ale jakoś ciągle wracam po więcej.