Kategorie: Wszystkie | Polisz
RSS
niedziela, 19 lipca 2009
karmisz w mojej głowie głodne psy
Słucham i zapach wdycham. Naprawdę nienawidzę siedzieć sama nocą w pustych miejscach.
wtorek, 14 lipca 2009
status studenta: stacjonarny
Miszyn komplited. Teraz może być już tylko dobrze.
emotional landscapes
Pierwszy raz widziałam to na blogu Rasp. To jakby ścieżka dźwiękowa między 1 a 3 w nocy, kiedy wszyscy poza mną już śpią. To Dworzec Towarowy widziany z ostatniego wieczornego tramwaju. Trochę też jakby ostatni papieros tamtego lata, w oczekiwaniu na ostatni pociąg z Krk do domu. Po pracy w tej dziwnej knajpie na Garbarskiej, na pustym peronie 2, tuż przed 23:00. To K. i jej zdjęcia. Ciekawe, co teraz robi K.? Kto jest z nią w świecie, w którym mnie nie ma?

Oj gramolą się po karku.. Już są przy uchu...

Na przełomie lipca i sierpnia Wrocław i Nowe Horyzonty. Wcześniej Ustrzyki. Sama prawdopodobnie. To chyba lepiej nawet. Pisać. Pisać, pisać. Dobijać się, do drzwi pukać. W końcu, ktoś otworzy.





sobota, 27 czerwca 2009
Limbo - Kaja mówi
"kaja mówi, że za każdą Twoją rzęsę
zdjęłaby sukienkę (...)

bierz ją, durniu, bierz ją
przytul, głupku, przytul
przecież coś się kiedyś
zmieni w Twoim życiu"


Nocami do głowy przychodzą mi głupie pomysły. To przez te zachody purpurowe nad rafinerią, czereśnie, irlandzkich włóczęgów (drani i kłamców). Lato czyha na mnie, znęca się powoli, bezlitośnie, zalewając moją biedną głowę słońcem, niespełnionymi planami i odcięciem od rzeczywistości. Jeszcze tylko kilka dni i każdy pójdzie w swoją stronę, a dla mnie zostanie Wrocław, V. Woolf i pszczół bzyczenie. W góry się chce, jezu jak się chce. Zdążę?

"(...) będziesz dobry bardziej niż byś chciał
choćbyś nawet nie wiem jak się bał"
poniedziałek, 25 maja 2009
Horowitz - Scarlatti Sonata L33
Dziwnie mi dziś. Coś chwyciło mnie za gardło i nie chce puścić. Powolne spadanie, w zwolnionym tempie mijam kolejne wskazówki zegara. Jakby zaraz deszcz miał zacząć bębnić o szyby, szumieć w uszach. Coś się zatrzymało. Za to ja powoli odjeżdżam. I wiem, że nigdy nie wrócę.
środa, 21 stycznia 2009
na marginesie Capry pisane

słyszę mruganie własnych powiek, szeleszczą rzęsy na poduszce, dudni tętno, dzwoni w uszach, snów soczystych potoki, słów nabrzmiałych..
dryfowanie
Facet w okularach moczy w wiadrze dwa kijki związane sznurkiem, rozciąga sznurek w powietrzu, wiatr dmucha, a moim oczom ukazują się gargantuiczne bańki mydlane, mieniące się wszystkimi kolorami tęczy. Słońce aż kłuje w oczy, zziębnięte palce same chowają się w głąb rękawów kurtki, a on uśmiecha się szeroko patrząc prosto w moje zmrużone oczy.

Dziś deszcz i wilgotne zimno pełzające po plecach. W deszczu na Plantach mały rudy pies, z ogromnymi, spiczastymi uszami i różowym nosem. Drepcze sam alejkami, na swoich nóżkach tak krótkich, że kołysze się z boku na bok i dzwoni obrożą.

Dwa dni temu w autobusie mężczyzna niepozorny stoi naprzeciw mnie. Cały schowany w wysokim kołnierzu płaszcza, z lekko kręconymi czarnymi włosami i dwudniowym zarostem. Stoi patrzy na mnie znad krawędzi kołnierza pięknymi ciemnoniebieskimi oczami, spojrzeniem czystym i przenikliwym, jakby wiedział o mnie coś, co za wszelką cenę próbuję ukryć.

Metafizycznych niemal wrażeń stos
sobota, 10 stycznia 2009
como el chile verde
Wczoraj pierwsze zajęcia z salsy. Zgroza. Pani instruktor naderwała mięsień, więc zastępuje ją pan X., sympatyczny a i owszem, który ma tak obcisłe gacie, że żadna z obecnych na sali 20 pań nie skupia się na kroku podstawowym. Nie wspominając już o elastyczności klatki piersiowej wyżej wymienionego tudzież butach na obcasie, tak wyraźnie się odcinających na tle chmary podrygujących adidasków, balerinek itp.
(+) Można się czegoś nauczyć, upłynnić trochę ruchy.
(+) Będę MUSIAŁA nauczyć się chodzić na obcasach.
(+) Ruszam się, cokolwiek niezgrabnie, ale jednak.

(-) Boli mnie tyłek. I plecy. I łydki.
(-) Towarzystwo 20 młodych pań. Jak miło byłoby, gdyby kursy tańca były całkowicie indywidualne, bez lustra w którym ujrzeć można własne nieskoordynowane wygibasy, bez 20 par oczu bezlitośnie wpatrujących się w Twoje biodra akurat w tym momencie ustawiane przez Instruktora w pozycji odpowiedniej. Baby to nie jest dobre towarzystwo do uczenia się czegokolwiek chyba, że zabierzesz ze sobą drugą babę, sojusznika w obozie wroga, który w razie wu wspomoże zjadliwą uwagą na temat cellulitu pani z lewej.

Tym sposobem czeka mnie jeszcze joga w czwartek. Sama salsa kosztuje tyle nerwów, że joga się przyda. Zresztą trudno kogoś złośliwie obserwować, gdy samemu będąc zwiniętym w trąbkę wącha się własny tyłek. W tej pozycji człowiek myśli o jedynej zalecie cierpienia: w końcu kiedyś mija.

I pomyśleć, że przynajmniej raz w tygodniu ktoś pieprzy na wizji o zaletach odkrywania własnej kobiecości.

Babę zesłał Bóg
piątek, 09 stycznia 2009
na pieprzoty całowanie

Nie mam najmniejszych złudzeń,
Co do przyszłych przebudzeń
Choć bardzo bym chciała, jak inni by chcieli
po śmierci obudzić się w nieba pościeli

Godzina 1:17. Myślę o tym ile potrwa dzisiejsza noc zanim zasnę.

Dziwne rzeczy chodzą po głowie. W bezczasie po uszy zanurzam się. Jadę do Krk, światła migają, latarnie, drzewa, domki w ciemności mijane. W uszach Peszek, przeczekana, teraz dopiero smakuje. I tak mogę godzinami, mijać kolejne miejsca cudzego zamieszkania, hipnotyzować się uciekającymi światełkami. Autobus, pociąg, tramwaj - obojętne. Byle za oknem zmieniało się.

Jak wynika z rzetelnego testu psychologicznego jestem społecznie upośledzona. Cóż, może każdy bezdomny w końcu się do swojego stanu przyzwyczaja.

Dziś w uszach:
Ciało
wtorek, 09 grudnia 2008
your voice is a satellite
   Wpadam w ten stan niebezpieczny w siebie się zapadania, przymykania wszystkich drzwi bezszelestnie, nim ktokolwiek zauważy zmianę. Tyle pracy, tyle czytania, a w głowie papka. I tylko wyjść by się chciało i gadać bez końca, rozcierając zmarznięte dłonie. Siedzieć godzinami w jakiejś kamienicy, w kłębach papierosowego dymu słuchając pogańskiej muzyki w towarzystwie oszołomów nie z tego świata.
   Dobrym lekarstwem na depresję zimową ma być podobno stan zakochania. Wzajemność nieistotna, pobudki czysto egoistyczne, byleby z dnia na dzień szło jakoś, fruwało na skrzydłach.