Kategorie: Wszystkie | Polisz
RSS
niedziela, 30 sierpnia 2015
Ja pierdolę, znalazłam.

Rok temu siedziałyśmy razem na balkonie, zachodziło powoli słońce i robiło się coraz zimniej. A my, mimo sztywniejących palców i zmęczonych gardeł, nie przestawałyśmy rozmawiać.
W grudniu pisałam:

Nie pamiętam tytułu piosenki, którą mi wysłała i teraz nie mogę jej znaleźć

 

To była ta piosenka.

 

 

sobota, 29 sierpnia 2015
Down the Rabbit Hole

Mam głoda. Głoda takiego, który przeszkadza myśleć i nie daje spać. I nie wiem czy jest to głód ogólnoludzki, czy bardzo precyzyjnie wycelowany. Bo może szerszy jest, tylko ta konkretna jego potencjalna ofiara miała najlepszy timing. Wiem tyle, że mnie roznosi i to chyba nie są jedynie hormony. To coraz bardziej przypomina, kończącą się źle zazwyczaj, tęsknotę za emocjonalnym pierdolnięciem. 

W związku z tym głodem właśnie wszystko mocniej pachnie. Chociaż nic nie jest tą konkretną mieszanką deszczu, trochę potu i Marlboro.  Wszyscy mają jednak trochę za ciepłe ręce. I nikt nie chce rozmawiać ze mną w nocy. 

 

piątek, 17 lipca 2015
Przydałby się las.

Chciałam napisać, że czeka mnie wyjątkowo stabilne, jak na mnie, lato. I trochę nie wiem, czy nie zapeszam. Mam 500 pomysłów na dzień, z których 499 rozpływa się gdzieś przed zaśnięciem. Stos książek, fachowych głównie, porozkładanych właściwie wszędzie. Zbliża się nieuchronnie moment ogarnięcia jakiegoś nowego mebla, bo znowu mam wieże z książek na parapetach, a mniej już ich nie będzie. Wątpię, że je komuś oddam, dużo łatwiej przychodzi mi pozbywanie się ubrań.  Oglądam westerny i melodramaty Douglasa Sirka, łatwiej się po nich pozbierać niż po "Copenhagen". Znalazłam u babci gdzieś w gablotce Myśliwskiego, gdzieś indziej wygrzebany Haupt, będzie dobry przed snem. W sierpniu, jeśli nic się nie zmieni, czekają mnie praktyki w Poznaniu. Wszystko to idzie jakoś szybko, zanim jakoś ogarnę, że to już nowy dzień robi się wieczór. Gorące dni spędzane w pokojach z zasłoniętymi oknami, życie zaczynające się po zachodzie słońca. Tak naprawdę lato jest chujowe, w lecie dobre są tylko wczesne ranki i noce. 

 

Chodzi za mną Jakobe Mansztajn i "Wiedeński high life", gdzieś uderzył mocniej jak czytałam go teraz. "Studium.." już do mnie jedzie. Mam dużo pracy na wrzesień, a pojechałabym stąd gdzieś chętnie. Nie bardzo mam ochotę na ludzi. 

 

 I chodzi za mną historia o trzech siostrach, które jeszcze przed wojną zakochały się w jednym chłopcu. Był piękny, trochę blady i miał oczy zielone, ale taką zielenią zimną, półprzezroczystą. I wszystkie trzy ta miłość doprowadziła do śmierci. Każdą inaczej. 

sobota, 07 marca 2015
Szukając kry.

„KAŻDY SIĘ WSTYDZI. KAŻDY SIĘ WSTYDZI TRZECH RZECZY. ŻE NIE JEST ŁADNY. ŻE ZA MAŁO WIE. I ŻE NIEWYSTARCZAJĄCO DOBRZE RADZI SOBIE W ŻYCIU”.

Wałkowany do porzygu w internetach cytat z Halber. I chociaż widziałam go już chyba więcej razy niż ten z Żulczyka o tym, że "Ludzie sypiają ze sobą. Nic ekscytującego (...)", to cały czas działa tak samo. Przeszywająco. Prawdziwie. I nie mam gdzie się podziać z tym. 

Czasem nie mogę się nadziwić w jakim ciemnym miejscu jestem. Jak można aż tak skutecznie robić sobie krzywdę nawet tego nie zauważając. Jak bardzo można jednocześnie chcieć i nie chcieć wyciągnąć rękę, z dojmującym poczuciem, że nie ma do kogo.

Niedźwiedzie polarne polują, jedzą i śpią na lądzie czy lodzie, ale umieją bardzo dobrze pływać, potrafią pokonywać bardzo długie dystanse. Lodu jest coraz mniej, niedźwiedziom zdarza się zbłądzić na otwarte morze i płyną dopóki mają siłę. A jak już nie mają, to po prostu toną. Jest taka scena w odcinku "Planety Ziemia" Davida Attenborough o terenach arktycznych. Niedźwiedź polarny w wodzie, kręcony z bliska. Stopniowo kamera oddala się i przy ujęciu z lotu ptaka widać, że wokół niego nie ma ani kawałka lądu. Dzisiaj mam tak jak ten niedźwiedź. Może nie tylko dzisiaj zresztą. 

 

środa, 14 stycznia 2015
Przed snem.

Spotykam W. przypadkiem na przystanku. Znamy się od zerówki, nie widzieliśmy się dobrych kilka lat. Mogliśmy się minąć, ale nie. Zanim świadomie go rozpoznam, przyłączę imię do twarzy, już się śmieję, już mam wokół siebie znajome ręce. Wygląda dorośle i po męsku, ale to ta sama, dobra twarz. Chociaż starsza, poważna. A przecież jesteśmy w tym samym wieku. Siadamy razem w pociągu i jakbym była w domu. Nie daje mi się wykręcać, każe mówić o sobie, więc trajkoczę bez ładu dobrą godzinę. Po raz pierwszy nie czuję wstydu mówiąc komuś, że nie skończyłam studiów. Po raz pierwszy nie przeszkadza mi, że nie jestem tam, gdzie myślałam, że będę, kiedy mieliśmy po 16 lat. Odprowadza mnie pod dom, a ja po raz pierwszy od dawna się wzruszam. I myślę jak to zrobić, żeby nie przegapić, żeby mi nie zniknął znowu. Jak to w ogóle zrobić, żeby mi ludzie nie znikali.

 

Coraz częściej nie mogę zasnąć. Nucę to cały czas. Dawno mi żadna piosenka tak nie robiła.

 



 

piątek, 19 grudnia 2014
(...)

Ja nie wiem jak mam to zamknąć w literach. To, co jest tak nieprawdopodobne, tak niezrozumiałe, że aż niewyrażalne. A może wydaje się nieprawdopodobne, bo gdybym dopuściła do siebie myśl, że myślała o śmierci od jakiegoś czasu, to musiałabym myśleć o tym, że tego nie zauważyłam. Że kiedy stałyśmy wtedy przed jej kamienicą i myślałam o tym, że to za mało czasu, że chciałabym zostać dłużej, jednak się pożegnałam i poszłam na koncert. Że przez tą godzinę z okładem rozmawiałyśmy głównie o mnie. Że może powiedziałaby mi co z nią, gdybym została dłużej, przekopała się przez standardowe tematy wstępne. A może i nie, może to nie poczucie winy tylko pycha każe mi myśleć, że jednak coś mogłam zrobić. 

 

Jak Inga Iwasiów, myślę: "Umarła MI", chodzę z tą myślą, noszę ją cały czas na plecach. Umarła mi, bo zawsze była. Umarła mi bo była blisko, poza rodziną chyba najbliżej, chociaż widywałyśmy się rzadko. Bo tylko jej mówiłam o tym, czego się najbardziej boję. Bo chociaż ciężko mi to ogarnąć, odkąd zrezygnowałam z kontaktu z J., tylko ona była realnym dowodem na to, że można mnie znać i się nie bać. Że mogę bezpiecznie odsłonić miękkie. A teraz, jak jej nie ma, jestem tak NAPRAWDĘ sama. 

 

Mogłabym chodzić przez rok na czarno. Właściwie po raz pierwszy chyba jakoś to rozumiem. Ale kiedy tylko sięgam po coś czarnego robi mi się głupio, bo przecież nie była tylko moja. Nie umiem obnosić się ze swoją żałobą, bo nie jest tak naprawdę tylko moja, nawet nie przede wszystkim. Mijają prawie 2 tygodnie, a ja muszę robić rzeczy. W tym brudnym, mętnym kiślu, gdzie czas rusza się wolniej, muszę robić rzeczy. I nie wiem kiedy jest gorzej, kiedy o niej myślę, czy kiedy sobie uświadamiam, że prawie cały dzień o niej nie myślałam. Tak czy siak, siedzę we własnej głowie i użalam się nad sobą. Nie pamiętam tytułu piosenki, którą mi wysłała i teraz nie mogę jej znaleźć; tydzień temu miała urodziny; miała wtedy przyjść ze mną na slam; myślałam kiedyś, że przyprowadzę do niej J., że do niej bym mogła; mam w głowie ten dźwięk, który wydała z siebie jej mama kiedy opuszczali trumnę do grobu. I wiele innych rzeczy. Dryfuję w jakimś dziwnym stanie, jakby mnie ktoś potrącił, ale jakbym jeszcze nie wylądowała, tylko odbijam się uderzając o ziemię.

poniedziałek, 29 września 2014
Do domu.

To uczucie, kiedy siedzisz gdzieś wśród ludzi, patrzysz na nich, słuchasz o czym mówią i masz nagle ochotę zacisnąć powieki i na całe gardło wrzasnąć: "JESTEM!!!". I po kolejnym "nie mogę", "nie słyszałam", "daj znać kiedy" odkładasz telefon i postanawiasz, że więcej na niego nie spojrzysz. Że nie jesteś z celofanu, ludzie Cię przecież widzą. Napisanie smsa zajmuje ze 30 sekund, na kawę zawsze znajdzie się czas, żeby się spotkać nie trzeba podania ze zdjęciem. Nikt nie musi Cię poklepywać po ramieniu, żebyś wiedziała, że dobrze robisz. Nie ze wszystkimi musisz się przyjaźnić, nie o wszystkich zabiegać, nikt nie musi Cię uszczypnąć, żebyś stała się realna i ważna. 

Jutro wracam do Krk. Spędziłam na swoim zadupiu całe lato, a właściwie zrobiłam sobie z niego bazę wypadową w inne miejsca. I utwierdziłam się tylko w przekonaniu, że nie chcę tu nigdy wrócić na stałe. Że wpadam tu w stare tryby, dostosowuję się, dogadzam, ogarniam i daję wciągnąć w nieswoje sprawy. Zbyt łatwo robię się przezroczysta i miękka, żeby nikogo nie uwierać. I zapominam, że ostatecznie to ja decyduję. 

piątek, 29 sierpnia 2014
Póki jeszcze słońce ciepłe.

Bardzo dużo pracy. Trzeba się w sobie zaprzeć jakoś, wytrzymać. Trzymam się myśli, że już po wszystkim ubiorę się ciepło (bo już będzie trzeba) i pojadę w góry. Uzupełniać tlen, nozdrza rozszerzać. Póki co, wywąchałam jesień nadchodzącą, może będzie dobra. Może stanę wreszcie mocno na nogach. Nie wiem jeszcze jak dokładnie, ale czuję, że sobie poradzę.



piątek, 30 maja 2014
Ochłodzenie.

Leżałam na dywanie na wznak, po ciemku, słuchając jak nie-moje-dzieci zasypiają, z podkurczonymi nogami, z rękami ułożonymi na brzuchu, dłońmi, które pilnują, żebym nie wydała z siebie dźwięku. Leżałam patrząc w sufit i nabierając oddechu. Otwierałam usta i po cichu robiłam wdech, bo wydechu właściwie nie było. Kręgosłup się rozluźniał, a dwie ciepłe łzy spłynęły gdzieś po kryjomu we włosy. Chciałam zadzwonić i powiedzieć, że spadam, że leżę, że tu gdzie jestem jest pusto i głucho, że mam dzień jakiś taki, w którym myślę, że już nic dobrego ze mnie nie będzie, ale nie byłam w stanie tego zamknąć w słowach. Powiedziałam wszystko, tylko nie to, co chciałam.

A potem skończyłam czytać "Sońkę" Karpowicza. Skończyłam i nie mogłam oderwać od niej rąk. Głaskałam ją po okładce i płakałam. Nad książką, dosłownie, nad Sońką i nad sobą. Nad jakimś drżeniem, które było tylko raz. Nad takim spojrzeniem, po którym można tylko zrobić głęboki wdech. Nad tym cienkim czerwonym sznurkiem, od pępka do pępka. 

Nawet teraz mam ją na brzuchu i czuję jak pachnie. Pilnuje ciszy. 

czwartek, 15 maja 2014
Moja mama myśli, że nic nie jem.

Sny mam jakieś lepkie, duszące. Może dlatego, że zasypiam nad ranem, patrzę tępo w ekran, w ciszy, kiedy inni zapadają się w poduszki. Śnił mi się J. wczoraj, bez żadnego większego powodu, może jak te białe niedźwiedzie, o których starasz się nie myśleć, więc wdzierają się gdzieś w zakamarki. Nie pamiętam nawet co mówił, poczułam tylko jakąś ulgę. Zostawił jakieś drżenie. Słabe, ale jednak.

Zastygłam jakoś i zaczynam obrastać tą chujową pracą i beznadziejnym trybem życia, tymi godzinami spędzanymi bez nikogo. Słuchawki na uszach o świcie to dosyć jasny sygnał, że nie jest dobrze, trzeba coś ruszyć, rozpierdolić. Nie mam zielonego pojęcia co zrobię. Naprawdę nie wiem co ma być dalej. Wiem tylko, że nie może być dłużej tak, jak jest teraz.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11